06.08.2018

Branding dźwiękowy, przesądy i strategia RPA – lipiec na Knowledge Garden

Każdego miesiąca dokonujemy selekcji najciekawszych artykułów z prestiżowych zagranicznych magazynów i portali marketingowych. Ich abstrakty publikujemy na platformie społecznościowo-rozwojowej dla marketerów Knowledge GardenOto najciekawsze tematy, jakie wybraliśmy w lipcu.

Earcons i love-notes – nadchodzi nowa era brandingu dźwiękowego

BrangingMag. Gdy przychodzi do (re)definicji danej marki, specjaliści kreatywni z reguły posługują się językiem werbalnym lub wizualnym, ignorując aspekty dźwiękowe. Alex Normanton gorąco oręduje za użyciem tzw. „earconów” (ikon akustycznych) obok – albo zamiast – ikon wizualnych i pokazuje, jak ważną rolę w budowaniu ekspresji marki może budować sam dźwięk. Marka komunikująca się efektywnym językiem dźwiękowym jest warta uwagi, niezależnie od tego, czy stawia dźwięk w centrum promocji, czy posługuje się nim bardziej subtelnie. Jak pokazują badania prowadzone na University of Groningen, muzyka, dźwięk i głos potrafią komunikować się z naszym wnętrzem o 20% szybciej, niż przekaz wizualny. Mają one wpływ na nasze uczucia i proces podejmowania decyzji.

Dobrym przykładem brandingu dźwiękowego jest współpraca firmy Levi’s z grime’owym artystą o pseudonimie Skepta, która miała na celu wytworzenie przestrzeni muzycznej dla młodzieżowej społeczności. Podobny case to jest kampania „koncertowego snu” IKEI w duecie z kompozytorem Maxem Richterem.

 

Jak przesądy wpływają na nasz proces podejmowania decyzji?

KellogInsight. Skrzyżowane palce, unikanie czarnych kotów czy założenie „szczęśliwych” butów do pracy? Prawdopodobnie wszyscy mniej lub bardziej świadomie stosują jakieś formy przesądów, nawet jeśli deklarują zupełną niewiarę w tej kwestii. Niejeden sportowiec ma swoje rytuały, bez których nie może się obejść w trakcie zawodów. Badacze z Kellogg School sprawdzają, czy kierujemy się przesądami także podczas podejmowania zwykłych, codziennych decyzji.

Dotychczasowe analizy wykazały, że ludzie bardziej nie znoszą tracić pieniędzy niż je wygrywać. Przykładowo, podejmują znaczące ryzyko, żeby uniknąć utraty pieniędzy, ale nie zaakceptują takiego samego ryzyka w nadziei na nieoczekiwany przypływ gotówki. To zjawisko nosi nazwę „awersji do straty” ale, jak się okazuje, przesądy zmieniają nasze nastawienie w tej dziedzinie o 180 stopni. Zwykłe zaciśnięcie kciuków czy odpukanie w niemalowane wywraca „awersję do straty” do góry nogami. Dzięki przesądom ludzie wolą ryzykować dla zysku niż unikać ryzyka w obawie przed porażką.

 

Strategia RPA: usprawniaj procesy, zamiast zastępować je nowymi

Harvard Business Review. Jedną z najnowszych metod automatyzacji procesów w przedsiębiorstwie jest RPA: Robotic Process Automation, czyli zrobotyzowana automatyzacja procesów. Zadaniem RPA nie jest redefinicja sposobu działania firmy, ale automatyzacja i przyspieszenie pewnych procesów. Wiele firm tego nie rozumie i zastępuje te procesy czymś zupełnie nowym. Owszem, uzyskują one dzięki temu oszczędności, lecz nie na takim poziomie, na jaki mogłyby liczyć, gdyby implementowały automatyzacje jako dodatek, a nie zastępstwo czegoś.

Efektywna RPA wymaga kodyfikacji dotychczasowych operacji biznesowych firmy. Muszą być one uporządkowane, dostosowane do obecnej sytuacji na rynku, choćby w formie algorytmów. Tymczasem, niejednokrotnie stosowane są przestarzale techniki. Ponadto, nie inwestuje się w przetwarzanie zdobywanej wiedzy i w jej zrozumienie, opierając się wyłącznie na schematycznym działaniu. Zrobotyzowana automatyzacja procesów jest narzędziem usprawniającym, oszczędzającym czas i pieniądze firmy. Powinna stanowić wsparcie dla działań biznesowych i technicznych przedsiębiorstwa, wykonywanych przez pracowników fizycznych, nie zaś je zastępować. Właściwie stosowana, wraz z uporządkowaną strategią firmy, pozwoli na efektywniejsze jej działanie na każdym polu.

 

Przereklamowani influencerzy, czyli o losowym zasiewaniu informacji

Insights by Stanford Business. Nowe studium badaczy z Uniwersytetu Stanforda kwestionuje efektywność targetowania influencerów, a dokładniej osób stanowiących oś swoich sieci społecznościowych. Okazuje się, że czasem bardziej efektywne jest losowe rozprzestrzenianie informacji niż rozsyłanie jej do z góry ustalonych celów.

Intuicja podpowiada nam, że aby rozpowszechnić jakąś informację, najprościej jest powiadomić osoby najbardziej wpływowe, które znajdują się w centrum swojej sieci społecznościowej i „zasiać” w nich dany przekaz. Okazuje się jednak, że samo znalezienie takich osób trwa dość długo, a do tego jest kosztowne: wybranie 5 najlepszych „ziaren” w sieci liczącej 200 osób wymaga analizy 2,5 miliarda zmiennych. Okazuje się jednak, że istnieje tańszy, a może nawet bardziej skuteczny sposób. Zespół badawczy z Uniwersytetu Stanforda odkrył, że „zasianie” większej ilości losowych osób pozwala uniknąć wytyczania zakresu sieci i pomoże rozpowszechnić informacje tak samo skutecznie, jak w przypadku starannie analizy zmiennych. „Zasianie” siedmiu losowych osób daje podobny rezultat, jak pięciu wybranych. „Gromadzenie informacji o sieci może być wyjątkowo drogie, a znalezienie odpowiednich osób, dzięki którym news stanie się wiralem – nieprzewidywalne”, przekonuje Mohammad Akbarpour, profesor ekonomii na Stanford Graduate School of Business.