17.04.2015

Walka o najzdolniejszych studentów

Skończyły się czasy, kiedy student na praktyce przydawał się jedynie do parzenia kawy. Teraz to firmom powinno zależeć, aby przyciągnąć do siebie jak najwięcej młodych ludzi z potencjałem i traktować ich jako inwestycję w przyszłe kadry.

Grzechy biznesu

Całkiem niedawno pisaliśmy o kłopotach, w jakie popadają polskie uczelnie. Liczba kandydatów na studia spada z każdym rokiem nie tylko w związku z niżem demograficznym. Młodzi ludzie nie wierzą już ani w to, że dyplom magistra podniesie ich notowania na rynku pracy, ani że studiowanie pomoże im zdobyć odpowiednie kompetencje. Polskie szkoły wyższe, po latach ignorancji, dopiero teraz zaczynają dostrzegać problem. Dlatego z dużym prawdopodobieństwem sprawdzi się prognoza PKPP Lewiatan, zgodnie z którą do 2025 roku z około 300 prywatnych uczelni zostanie zaledwie 50.

Okazuje się, że w niewiele lepszej sytuacji jest biznes. Według raportu firmy McKinsey niemal dwie trzecie europejskich pracodawców uważa, że absolwenci szkół wyższych nie są dobrze przygotowani do podjęcia pracy zawodowej. W konsekwencji już w 2013 roku aż 27 procent stanowisk, na które poszukiwano pracowników, nie zostało obsadzonych. Czy to znaczy, że praca jest, tylko pracować nie ma komu?

Nie do końca. Bezrobocie młodych jest obecnie jednym z najpoważniejszych problemów w Europie. Niedopasowanie kształcenia do potrzeb rynku pracy niestety problem ten jeszcze bardziej pogłębia. Kiedy góra nie chce przyjść do Mahometa, wyjście jest jedno: to Mahomet musi pofatygować się do góry. Dotąd całą winę za brak współpracy szkół wyższych z biznesem w obszarze podnoszenia jakości kształcenia zwalano na uczelnie. Teraz to biznes zaczyna mieć żywotny interes w tym, aby taką współpracę podejmować i traktować ją jako inwestycję w przyszłe kadry.

To pracownicy, a nie pracodawcy, w coraz większym stopniu zaczynają dyktować warunki na rynku pracy. Dla firm (podobnie zresztą, jak dla uczelni) nie jest to wiadomość, z którą łatwo się oswoić. Przecież przez wiele lat to ludzie bili się o stanowiska, nawet na warunkach urągających godności człowieka, a pracodawca był panem i bogiem. Dziś role się odwracają, przede wszystkim w tych obszarach gospodarki, które potrzebują pracowników o szczególnych kompetencjach.

Nie dziwi więc zupełnie, że pierwszym z 10 najważniejszych trendów rekrutacyjnych w 2015 roku wg Hays Poland są działania związane z pokoleniem Y. Przez ostatnie lata pracodawcy zwykli pomstować na postawy i zachowania osób urodzonych po 1985 roku. Z oburzeniem określało się ich jako roszczeniowych, skoncentrowanych na sobie i swoich potrzebach i skrajnie nielojalnych. Teraz okazuje się, że trzeba nauczyć się szanować ich potrzeby i umieć sprostać ich oczekiwaniom.

Na marginesie – znakiem czasu jest także fakt, że szacunek powoli odzyskują też pracownicy w wieku przedemerytalnym jako specjaliści z bezcennym doświadczeniem. Walka o takiego pracownika to drugi z trendów wymienianych przez Hays Poland.

Cel: student

Kończą się czasy, kiedy student przydawał się jedynie do parzenia kawy na obowiązkowych praktykach, bo nikt w firmie nie miał ani czasu, ani pomysłu, jak nauczyć go czegoś przydatnego. Studenci i absolwenci – zwłaszcza ci najzdolniejsi – stają się celem. Firmy nie odrzucają już tak łatwo propozycji współpracy choćby z kołami naukowymi. Wręcz przeciwnie – chętnie włączają się w przeróżne projekty, a ich prezesi odwiedzają studentów jako specjalni goście na spotkaniach i prelekcjach.

Przykładem z górnej półki może być wydarzenie Polish Economic Forum organizowane na London School of Economics, skierowane do polskich studentów uczących się na Wyspach. Jest ich tam około 6 tysięcy i wielu z nich nie wyklucza powrotu do Polski. Sporo polskich firm chętnie widziałoby ich w swoich szeregach.

Do działającego na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego koła naukowego MarkeTEAM zgłaszają się firmy z prośbą o przeprowadzenie wśród studentów burzy mózgów i zaproponowanie rozwiązania jakiegoś problemu. Ciekawą inicjatywą jest też gra miejska Marketing Challenge, w której biorą udział studenci z całej Polski. Kolejne punkty w grze zdobywa się rozwiązując zadania w siedzibach łódzkich firm. W zeszłym roku jedno z zadań polegało na przygotowaniu przez drużyny strategii promocji nowego konta dla młodzieży w mBanku. Studenci świetnie się bawili, a przy tym mieli okazję posmakować prawdziwego biznesu. Skorzystali też mBankowcy i to dwojako: zyskali sporo pomysłów do wdrożenia, ale też mogli zaobserwować, którzy spośród młodych ludzi mają największy potencjał. O tym, że takie wydarzenia są dla biznesu atrakcyjne, świadczy całkiem spora lista partnerów biznesowych tegorocznej gry Marketing Challenge, z mocnym partnerem głównym na czele – siecią Lidl.

Firmy już toczą walkę o najlepszych pracowników. Ale – według badań McKinsey – takich studentów, ambitnych i zmotywowanych, jest ledwie 10 procent. Dlatego prawdziwym wyzwaniem na dziś jest stworzenie przez uczelnie i biznes systemu, który działa. Który młodych ludzi uchroni przed bezrobociem, umożliwiając zdobycie wartościowych kompetencji i który biznesowi zapewni rozwój, dzięki odpowiednim kadrom.

Artykuł prof. Roberta Kozielskiego przy współpracy z Panią Agatą Mardosz został opublikowany w portalu biznes.pl.